Dobra wiadomość dla fanów Frugo. Food Care wprowadziło do sprzedaży Frugo Lemo. 3 nowe smaki w puszce to pewnie nie lada gratka dla pasjonatów kultowego napoju.
Frugo Lemo kupiłem w Eko za 1,79zł za puszkę, ale ponoć jest to przecena ze 2,5zł.
Frugo lemo występuje w 3 odsłonach: niebieska cytryna, zielona cytryna, żółta cytryna. Niestety napój jest niegazowany.
Niebieska cytryna
W składzie ma sok jabłkowy, cytrynowy, z czarnej porzeczki, borówek i malin.
Zapach ma landrynkowy a w smaku przypomina multiwitaminę.
Zielona cytryna
W składzie znajdziemy: sok jabłkowy, cytrynowi i z ogórka. Ogórek jest dość mocno wyczuwalny w smaku, chociaż można by go pomylić np. z melonem.
Żółta cytryna
w składzie nie ma soku jabłkowego za to jest sok z cytryny, pomarańczy i limonki. Smakuje trochę jak napój izotoniczny, pomarańczowy. W porównaniu z zieloną cytryną i niebieską ma niższą ilość cukru. zielona i niebieska cytryna mają po 9g cukru na 100ml a żółta 8,2g.
Generalnie tą serie frugo uważam za niewypał i nie będę do niej więcej wracał, ale wydane ponad 5 zł za tą serię jakoś mocno nie żałuje.
niedziela, 24 sierpnia 2014
wtorek, 5 sierpnia 2014
Cydr kartonowy
Mniej więcej od roku trwa w Polsce moda na cydr. Rynek rośnie dynamicznie a wraz z tym wzrostem pojawia się coraz więcej firm chętnych w partycypowaniu w podziale tego tortu. Cydr jest jednak dość drogi i może warto pomyśleć czy nie ma sensu spróbować zrobić go samemu w domu?
Trochę więcej niż pół roku temu zrobiłem, tak z ciekawości, najbardziej pogardzaną wersję cydru, czyli cydr ze soków w kartonikach. Co prawda może to nie odpowiadać największym smakoszom, ale jest wyjściem najprostszym. Używając klarownych soków tracimy nieco na aromacie, ale za to zyskujemy na czasie przy klarowaniu cydru.
Mnie osobiście w winach itp. produktach strasznie odrzuca woń siarczanów i siarczynów używanych do stabilizacji napitków dlatego też cydr dosładzałem słodzikiem. Chodzi o to, że de facto cydr jest słabym winem. Większość szczepów drożdży, nawet dzikich nie ginie w stężeniu alkoholu charakterystycznym dla cydru, dlatego dobrze po uzyskaniu odpowiedniego stężenia alkoholu użyć popularnej "siary". Ja tego nie chciałem robić więc użyłem na końcu słodzika zamiast cukru, przez co mogłem w wyższym stopniu kontrolować stopień nagazowania, stężenie alkoholu jak i ilość słodyczy w produkcie końcowym.
Wiem że ten wstęp może wywołać u wielu z Was mętlik w głowie, ale za raz wszystko się wyjaśni.
Przygodę z cydrem zaczynamy od zakupu fermentora i nie wnikam tutaj czy ktoś będzie cydr robił w pięciolitrowej butelce po wodzie mineralnej, czy eleganckim szklanym gąsiorze. Ważne jest aby w denku fermentora znajdowała się rurka fermentacyjna.
Po nabyciu gąsiora bierzemy się za soki. Najlepiej żeby były to soki maksymalnie naturalne, czyli takie bez domieszek wody, cukru czy słodzików. Po prostu takie produkty są gorsze jakościowo. Całkiem dobry sok można kupić w biedronce za bodaj 2,19zł.
Teoretycznie po wlaniu soków do naszego fermentora moglibyśmy już nic nie robić, bo teoretycznie mogłyby zacząć działać dzikie drożdże, których o tej porze roku jest całkiem sporo w powietrzu, ale nie daję głowy. Jeśli ktoś upiera się że chce koniecznie przeprowadzić fermentację na dzikich drożdżach zalecałbym starcie jednego jabłka na tarce i dodanie do fermentora(na owocowych skórkach drożdże występują naturalnie) . Fermentacja na drożdżach dzikich jest jednak dłuższa niż na ich szlachetnych kuzynach, więc warto zainwestować 2-3zł w drożdże winiarskie, które używamy zgodnie z zaleceniem na etykiecie.
Gdy do fermentora dodaliśmy sok i drożdże, to wszystko szczelnie zamykamy, do rurki fermentacyjnej wlewamy wodę i czekamy. Prawdopodobnie już na drugi dzień zacznie się fermentacja.
Po około 10-14 dniach cydr przestanie "puszczać" bąbelki a to znak, że fermentacja się kończy. Kończy się ponieważ drożdże już nie mają co jeść, zjadły prawie cały cukier. Musimy też zwracać uwagę czy cydr jest w miarę klarowny, bo jeśli nie, to warto jeszcze go na jakiś czas zostawić. Załóżmy, że stopień sklarowania nam odpowiada. Wtedy cydr przelewamy w butelki, najlepiej po "szampanach". Problem jest taki, że jak wcześniej wspomniałem, większość cukru została przez drożdże zjedzona a co za tym idzie cydr jest kompletnie kwaśny. Teraz mamy dwa wyjścia, albo do cydru dodajemy cukru albo słodzika. Słodzik ma tą podstawową zaletę, że drożdże go nie zjedzą i nie grozi to tym, że wybuchnie nam korek z butelki, czy tym, że wygłodniałe drożdże znowu doprowadzą to zjedzenia cukru. Ja preferuje w takiej sytuacji słodzik. Pozostałe 1-2proc. cukru drożdże zjedzą i tak w butelce, dając dzięki temu nagazowanie dwutlenkiem węgla.
Cydr powinien leżakować co najmniej 2 tygodnie w chłodnym miejscu. Bym zapomniał... przy fermentorze o pojemności 5l, lepiej nie nalewać więcej niż 4,5l soku jabłkowego. Słodzik jak i cukier dodajemy według własnych upodobań smakowych, ja np. ostatnio używałem od 4 do 6 tabletek słodzika na litr cydru(jedna tabletka według producenta to ekwiwalent jednej łyżeczki cukru), tym niemniej zalecam dodawanie raczej większej ilości cukru. Słodzik który używałem głównie składał się z cyklaminianu sodu.
Trochę więcej niż pół roku temu zrobiłem, tak z ciekawości, najbardziej pogardzaną wersję cydru, czyli cydr ze soków w kartonikach. Co prawda może to nie odpowiadać największym smakoszom, ale jest wyjściem najprostszym. Używając klarownych soków tracimy nieco na aromacie, ale za to zyskujemy na czasie przy klarowaniu cydru.
Mnie osobiście w winach itp. produktach strasznie odrzuca woń siarczanów i siarczynów używanych do stabilizacji napitków dlatego też cydr dosładzałem słodzikiem. Chodzi o to, że de facto cydr jest słabym winem. Większość szczepów drożdży, nawet dzikich nie ginie w stężeniu alkoholu charakterystycznym dla cydru, dlatego dobrze po uzyskaniu odpowiedniego stężenia alkoholu użyć popularnej "siary". Ja tego nie chciałem robić więc użyłem na końcu słodzika zamiast cukru, przez co mogłem w wyższym stopniu kontrolować stopień nagazowania, stężenie alkoholu jak i ilość słodyczy w produkcie końcowym.
Wiem że ten wstęp może wywołać u wielu z Was mętlik w głowie, ale za raz wszystko się wyjaśni.
Przygodę z cydrem zaczynamy od zakupu fermentora i nie wnikam tutaj czy ktoś będzie cydr robił w pięciolitrowej butelce po wodzie mineralnej, czy eleganckim szklanym gąsiorze. Ważne jest aby w denku fermentora znajdowała się rurka fermentacyjna.
Po nabyciu gąsiora bierzemy się za soki. Najlepiej żeby były to soki maksymalnie naturalne, czyli takie bez domieszek wody, cukru czy słodzików. Po prostu takie produkty są gorsze jakościowo. Całkiem dobry sok można kupić w biedronce za bodaj 2,19zł.
Teoretycznie po wlaniu soków do naszego fermentora moglibyśmy już nic nie robić, bo teoretycznie mogłyby zacząć działać dzikie drożdże, których o tej porze roku jest całkiem sporo w powietrzu, ale nie daję głowy. Jeśli ktoś upiera się że chce koniecznie przeprowadzić fermentację na dzikich drożdżach zalecałbym starcie jednego jabłka na tarce i dodanie do fermentora(na owocowych skórkach drożdże występują naturalnie) . Fermentacja na drożdżach dzikich jest jednak dłuższa niż na ich szlachetnych kuzynach, więc warto zainwestować 2-3zł w drożdże winiarskie, które używamy zgodnie z zaleceniem na etykiecie.
Gdy do fermentora dodaliśmy sok i drożdże, to wszystko szczelnie zamykamy, do rurki fermentacyjnej wlewamy wodę i czekamy. Prawdopodobnie już na drugi dzień zacznie się fermentacja.
Po około 10-14 dniach cydr przestanie "puszczać" bąbelki a to znak, że fermentacja się kończy. Kończy się ponieważ drożdże już nie mają co jeść, zjadły prawie cały cukier. Musimy też zwracać uwagę czy cydr jest w miarę klarowny, bo jeśli nie, to warto jeszcze go na jakiś czas zostawić. Załóżmy, że stopień sklarowania nam odpowiada. Wtedy cydr przelewamy w butelki, najlepiej po "szampanach". Problem jest taki, że jak wcześniej wspomniałem, większość cukru została przez drożdże zjedzona a co za tym idzie cydr jest kompletnie kwaśny. Teraz mamy dwa wyjścia, albo do cydru dodajemy cukru albo słodzika. Słodzik ma tą podstawową zaletę, że drożdże go nie zjedzą i nie grozi to tym, że wybuchnie nam korek z butelki, czy tym, że wygłodniałe drożdże znowu doprowadzą to zjedzenia cukru. Ja preferuje w takiej sytuacji słodzik. Pozostałe 1-2proc. cukru drożdże zjedzą i tak w butelce, dając dzięki temu nagazowanie dwutlenkiem węgla.
Cydr powinien leżakować co najmniej 2 tygodnie w chłodnym miejscu. Bym zapomniał... przy fermentorze o pojemności 5l, lepiej nie nalewać więcej niż 4,5l soku jabłkowego. Słodzik jak i cukier dodajemy według własnych upodobań smakowych, ja np. ostatnio używałem od 4 do 6 tabletek słodzika na litr cydru(jedna tabletka według producenta to ekwiwalent jednej łyżeczki cukru), tym niemniej zalecam dodawanie raczej większej ilości cukru. Słodzik który używałem głównie składał się z cyklaminianu sodu.
Etykiety:
cydr,
cydr kartonikowy,
cydr z kartonika,
kartonowy,
przepisy
wtorek, 10 czerwca 2014
Hoop Cola z miętą
Hoop Cola z miętą pojawiła się w sklepach w maju, ale niezauważenie. Promocja w Żabce może zmienić ten stan rzeczy.
Litrową butelkę hoop coli można nabyć w cenie 1,5zł, co jest ceną dość niską.
Hoop cola jak pewnie się domyślacie smakuje jak kola z miętą. Z miętą raczej nie przeszarżowali, nie jest zbyt ostra. Hoop cola delikatnie mówiąc nie jest zbyt dobrą kolą, ale mięta trochę pomaga produktowi.
Generalnie raz kiedyś spróbować można, przecież to tylko 1,5zł.
niedziela, 8 czerwca 2014
Fliper energy drink
Jakoś z dwa tygodnie temu do sklepów eko trafił nowy energetyk. Jest to energetyk budżetowy ale w całkiem fajnej stylizacji. Czy długo się utrzyma? Tego jeszcze nie wiemy.
Fliper energy drink to napój energetyzujący dostępny w eko w litrowej butelce w cenie 1,99zł.
Na razie fotek nie mam, ale już piłem. Całkiem przyzwoity, chociaż za pierwszym razem smakował mi lepiej. Trochę podobny do Kickera ale wydaje mi się, że ciut lepszy.
Fliper oprócz standardowych składników ma w składzie inozytol w stężeniu 195mg/l.
Jeśli chodzi o etykietę to jest całkiem ładna, niebiesko- czarna. Chciałbym żeby wszystkie energetyki miały co najmniej takie etykiety.
Moja ocena: 4
uaktualnione 16.06
Fliper energy drink to napój energetyzujący dostępny w eko w litrowej butelce w cenie 1,99zł.
Na razie fotek nie mam, ale już piłem. Całkiem przyzwoity, chociaż za pierwszym razem smakował mi lepiej. Trochę podobny do Kickera ale wydaje mi się, że ciut lepszy.
Fliper oprócz standardowych składników ma w składzie inozytol w stężeniu 195mg/l.
Jeśli chodzi o etykietę to jest całkiem ładna, niebiesko- czarna. Chciałbym żeby wszystkie energetyki miały co najmniej takie etykiety.
Moja ocena: 4
uaktualnione 16.06
Etykiety:
eko,
eko holding,
fliper,
fliper energy drink,
nowości,
recenzje
piątek, 25 kwietnia 2014
Carlsberg Citrus
Mamy kolejnego radlera do kolekcji. Carlsberg Citrus to radler o smaku limonkowym, czy warto wydać tyle pieniędzy na ten mix? O tym za chwilę.
Carlsberg Citrus kosztował mnie jakoś 3,6zł za puszkę w Żabce. To już spora kwota jak na koncernowe piwo a już szczególnie jeśli chodzi o radlera. No nic kupiłem, bo kto bogatemu zabroni.
Puszka wygląda jak na zdjęciu poniżej.
To piwo ma 2,8proc. alko więc nie najgorzej jak na tego typu trunek.
W smaku strasznie nijaki, piwo słabo wyczuwalne, słaba jest też zaprawa limonkowa. Do tego utrzymane jest to w wytrawnym stylu. Jedyne co można zaliczyć na plus to to, że limonka jest całkiem fajnie wyczuwalna w aromacie.
Trudno powiedzieć jaki jest target tego piwa, bo ludzie, dla których normalne piwo jest zbyt gorzkie raczej nie szukają wytrawnych koncepcji. Z resztą nie mój problem. Szkoda tylko 3,6zł wydawać, ale spoko ostatni raz.
Carlsberg Citrus kosztował mnie jakoś 3,6zł za puszkę w Żabce. To już spora kwota jak na koncernowe piwo a już szczególnie jeśli chodzi o radlera. No nic kupiłem, bo kto bogatemu zabroni.
Puszka wygląda jak na zdjęciu poniżej.
To piwo ma 2,8proc. alko więc nie najgorzej jak na tego typu trunek.
W smaku strasznie nijaki, piwo słabo wyczuwalne, słaba jest też zaprawa limonkowa. Do tego utrzymane jest to w wytrawnym stylu. Jedyne co można zaliczyć na plus to to, że limonka jest całkiem fajnie wyczuwalna w aromacie.
Trudno powiedzieć jaki jest target tego piwa, bo ludzie, dla których normalne piwo jest zbyt gorzkie raczej nie szukają wytrawnych koncepcji. Z resztą nie mój problem. Szkoda tylko 3,6zł wydawać, ale spoko ostatni raz.
Etykiety:
carlsberg,
carlsberg citrus,
carlsberg radler,
nowości,
piwo,
piwo smakowe,
radler,
recenzje
wtorek, 1 kwietnia 2014
JKM Energy Drink
Tego jeszcze nie było!!! Korwin twarzą napoju energetyzującego. Znany polityk, skandalista nie widzi w tym nic zdrożnego. Eko-Vit szarżą wdziera się na rynek energetyków premium.
Libertariański energy drink ma się w najbliższych tygodniach pojawić na półkach saloników prasowych Inmedio i 1minute. Co ciekawe energetyk sprzedawany będzie w puszce o pojemności 330ml, w cenie sugerowanej 4,99zł za sztukę.
Skład jak i smak napoju jak na razie owiany jest tajemnicą. Janusz Korwin-Mikke pytany o szczegóły dotyczące napoju odpowiada:
Czy to oznacza, że możemy spodziewać się tylko klasycznego smaku? Tego JKM już nie zdradza.
Na pytanie dziennikarza Rzeczpospolitej o to czy zdaje sobie sprawę ze szkodliwego wpływu energetyków na stan zdrowia młodych ludzi, odpowiada już w sposób znacznie mniej enigmatyczny.
Korwin pytany o to ile pieniędzy dostanie od firmy Eko-Vit odpowiada w swoim stylu.
Libertariański energy drink ma się w najbliższych tygodniach pojawić na półkach saloników prasowych Inmedio i 1minute. Co ciekawe energetyk sprzedawany będzie w puszce o pojemności 330ml, w cenie sugerowanej 4,99zł za sztukę.
Skład jak i smak napoju jak na razie owiany jest tajemnicą. Janusz Korwin-Mikke pytany o szczegóły dotyczące napoju odpowiada:
Na pewno nie będzie to produkt dla homosiów.
Czy to oznacza, że możemy spodziewać się tylko klasycznego smaku? Tego JKM już nie zdradza.
Na pytanie dziennikarza Rzeczpospolitej o to czy zdaje sobie sprawę ze szkodliwego wpływu energetyków na stan zdrowia młodych ludzi, odpowiada już w sposób znacznie mniej enigmatyczny.
Sprawą rodziców jest to czy jego dziecko będzie piło napoje energetyzujące czy też nie. Żaden urzędas nie może decydować czy wolno mi coś wypić. Okazuje się że lewicowy dureń, burmistrz Nowego Jorku chciał zabronić kubków do napojów większych niż pół litra, absurd!!. Volenti non fit iniuria!! Chcącemu nie dzieje się krzywda. To przestrzeganie zasad prawa rzymskiego pozwoliło nam na hegemonie na Świecie. Poza tym Śp. Albert Hofmann dożył 102 lat zażywając LSD. Czy dzisiejsi, chuderlawi Europejczycy są w stanie osiągnąć taki wynik?? Ja proszę Pana mam 72 lata i zawsze gdzieś miałem zdrowe odżywianie!! Pożywienie musi dawać energię do życia. Beż kalorii nie ma życia!! Ilu to ludziom życie uratowały energy drinki. Gdyby energetyki były zakazane ile ludzi zginęłoby więcej na drogach. Kierowca zamiast wjechać do rowu wypiję taki napój i może bezpiecznie wracać do domu.
Korwin pytany o to ile pieniędzy dostanie od firmy Eko-Vit odpowiada w swoim stylu.
Ja jestem zadowolony, firma również. Inaczej do transakcji by nie doszło. Chyba o to chodzi w kapitalizmie.
Etykiety:
jkm energy drink,
korwin energy drink,
prima aprillis
Subskrybuj:
Posty (Atom)