Mniej więcej od roku trwa w Polsce moda na cydr. Rynek rośnie dynamicznie a wraz z tym wzrostem pojawia się coraz więcej firm chętnych w partycypowaniu w podziale tego tortu. Cydr jest jednak dość drogi i może warto pomyśleć czy nie ma sensu spróbować zrobić go samemu w domu?
Trochę więcej niż pół roku temu zrobiłem, tak z ciekawości, najbardziej pogardzaną wersję cydru, czyli cydr ze soków w kartonikach. Co prawda może to nie odpowiadać największym smakoszom, ale jest wyjściem najprostszym. Używając klarownych soków tracimy nieco na aromacie, ale za to zyskujemy na czasie przy klarowaniu cydru.
Mnie osobiście w winach itp. produktach strasznie odrzuca woń siarczanów i siarczynów używanych do stabilizacji napitków dlatego też cydr dosładzałem słodzikiem. Chodzi o to, że de facto cydr jest słabym winem. Większość szczepów drożdży, nawet dzikich nie ginie w stężeniu alkoholu charakterystycznym dla cydru, dlatego dobrze po uzyskaniu odpowiedniego stężenia alkoholu użyć popularnej "siary". Ja tego nie chciałem robić więc użyłem na końcu słodzika zamiast cukru, przez co mogłem w wyższym stopniu kontrolować stopień nagazowania, stężenie alkoholu jak i ilość słodyczy w produkcie końcowym.
Wiem że ten wstęp może wywołać u wielu z Was mętlik w głowie, ale za raz wszystko się wyjaśni.
Przygodę z cydrem zaczynamy od zakupu fermentora i nie wnikam tutaj czy ktoś będzie cydr robił w pięciolitrowej butelce po wodzie mineralnej, czy eleganckim szklanym gąsiorze. Ważne jest aby w denku fermentora znajdowała się rurka fermentacyjna.
Po nabyciu gąsiora bierzemy się za soki. Najlepiej żeby były to soki maksymalnie naturalne, czyli takie bez domieszek wody, cukru czy słodzików. Po prostu takie produkty są gorsze jakościowo. Całkiem dobry sok można kupić w biedronce za bodaj 2,19zł.
Teoretycznie po wlaniu soków do naszego fermentora moglibyśmy już nic nie robić, bo teoretycznie mogłyby zacząć działać dzikie drożdże, których o tej porze roku jest całkiem sporo w powietrzu, ale nie daję głowy. Jeśli ktoś upiera się że chce koniecznie przeprowadzić fermentację na dzikich drożdżach zalecałbym starcie jednego jabłka na tarce i dodanie do fermentora(na owocowych skórkach drożdże występują naturalnie) . Fermentacja na drożdżach dzikich jest jednak dłuższa niż na ich szlachetnych kuzynach, więc warto zainwestować 2-3zł w drożdże winiarskie, które używamy zgodnie z zaleceniem na etykiecie.
Gdy do fermentora dodaliśmy sok i drożdże, to wszystko szczelnie zamykamy, do rurki fermentacyjnej wlewamy wodę i czekamy. Prawdopodobnie już na drugi dzień zacznie się fermentacja.
Po około 10-14 dniach cydr przestanie "puszczać" bąbelki a to znak, że fermentacja się kończy. Kończy się ponieważ drożdże już nie mają co jeść, zjadły prawie cały cukier. Musimy też zwracać uwagę czy cydr jest w miarę klarowny, bo jeśli nie, to warto jeszcze go na jakiś czas zostawić. Załóżmy, że stopień sklarowania nam odpowiada. Wtedy cydr przelewamy w butelki, najlepiej po "szampanach". Problem jest taki, że jak wcześniej wspomniałem, większość cukru została przez drożdże zjedzona a co za tym idzie cydr jest kompletnie kwaśny. Teraz mamy dwa wyjścia, albo do cydru dodajemy cukru albo słodzika. Słodzik ma tą podstawową zaletę, że drożdże go nie zjedzą i nie grozi to tym, że wybuchnie nam korek z butelki, czy tym, że wygłodniałe drożdże znowu doprowadzą to zjedzenia cukru. Ja preferuje w takiej sytuacji słodzik. Pozostałe 1-2proc. cukru drożdże zjedzą i tak w butelce, dając dzięki temu nagazowanie dwutlenkiem węgla.
Cydr powinien leżakować co najmniej 2 tygodnie w chłodnym miejscu. Bym zapomniał... przy fermentorze o pojemności 5l, lepiej nie nalewać więcej niż 4,5l soku jabłkowego. Słodzik jak i cukier dodajemy według własnych upodobań smakowych, ja np. ostatnio używałem od 4 do 6 tabletek słodzika na litr cydru(jedna tabletka według producenta to ekwiwalent jednej łyżeczki cukru), tym niemniej zalecam dodawanie raczej większej ilości cukru. Słodzik który używałem głównie składał się z cyklaminianu sodu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cydr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cydr. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 sierpnia 2014
niedziela, 23 marca 2014
Somersby Blackberry
Rodzina napitków spod znaku Sommersby się powiększa. Po smaku jabłkowym czas na jeżynowy. Czy mamy kolejny sukces? O tym w dalszej części recenzji.
Sommersby blackberry kupiłem w Dino za około 3,7zł za puszkę 500ml. Kupić można też wersję butelkową 400ml.
W zapachu czuć oprócz jeżynowego aromatu, zapach jabłkowy. Zapach jest dość słodki.
W smaku jest całkiem nieźle, bo spodziewałem się bardzo słodkiego napoju a jednak jest w miarę wytrawnie. Jak dla mnie nasycenie dwutlenkiem węgla jest zbyt wysokie co nadaje trochę ostrości somersby.
Pijalność Somersby blackberry jest bardzo wysoka. Alkohol niewyczuwalny co może być zdradzieckie dla słabszych głów.
Uważam, że pomimo ceny warto spróbować.
Moja ocena: 5
Sommersby blackberry kupiłem w Dino za około 3,7zł za puszkę 500ml. Kupić można też wersję butelkową 400ml.
W zapachu czuć oprócz jeżynowego aromatu, zapach jabłkowy. Zapach jest dość słodki.
W smaku jest całkiem nieźle, bo spodziewałem się bardzo słodkiego napoju a jednak jest w miarę wytrawnie. Jak dla mnie nasycenie dwutlenkiem węgla jest zbyt wysokie co nadaje trochę ostrości somersby.
Pijalność Somersby blackberry jest bardzo wysoka. Alkohol niewyczuwalny co może być zdradzieckie dla słabszych głów.
Uważam, że pomimo ceny warto spróbować.
Moja ocena: 5
Etykiety:
cydr,
piwa smakowe,
recenzje,
somersby,
somersby blackberry
niedziela, 16 marca 2014
Green Mill Cider i Cydr Lubelski
Po wejściu na rynek Sommersby miałem nadzieje, że "prawdziwe" cydry będą już tylko lepsze. Na Cydrze Lubelskim dość mocno się zawiodłem na Green millu trochę mniej.
Gdy na rynku pojawiało się sommersby myślałem, że producenci chcą sprzedawać trunek mogący cenowo konkurować z piwem, tylko stawka akcyzowa im na to nie pozwala. Akcyza została obniżona. Na ceny to zbytnio nie wpłynęło. To może cydr powinien konkurować jakością?
Jak już wyżej pisałem Cydr lubelski bardzo mnie zawiódł, bo poza elegancką butelką niewiele oferuje. W temperaturach sugerowanych przez producenta czuć co najwyżej siarkę. Jak się trochę ogrzeje owszem czuć jabłka, ale jest dość "rozwodnione".
Lepiej jest z Green Mill Cider, który jest jakby bardziej jabłkowy i nawet nie najgorzej zrobiony, ale siarkę również czuć. Ja rozumiem, że czas goni i tak jest bezpieczniej, ale za te pieniądze oczekiwałbym czegoś bardziej naturalnego. Koszt butelki 400ml green milla to 5zł a litrowej cydru lubelskiego to 12zł.
Reasumując Cydru lubelskiego nie warto kupować a Green milla czasami jak ustrzelicie w promocji. Ja dla przykładu kupiłem w wrocławskim Feniksie pod koniec daty ważności za 2zł.
Tak jeszcze poza tematem to te nasze cydry sklepowe nie są zbyt wysokich lotów i już zdarzało mi się pić lepsze robione chałupniczo z soków kartonowych.
Gdy na rynku pojawiało się sommersby myślałem, że producenci chcą sprzedawać trunek mogący cenowo konkurować z piwem, tylko stawka akcyzowa im na to nie pozwala. Akcyza została obniżona. Na ceny to zbytnio nie wpłynęło. To może cydr powinien konkurować jakością?
Jak już wyżej pisałem Cydr lubelski bardzo mnie zawiódł, bo poza elegancką butelką niewiele oferuje. W temperaturach sugerowanych przez producenta czuć co najwyżej siarkę. Jak się trochę ogrzeje owszem czuć jabłka, ale jest dość "rozwodnione".
Lepiej jest z Green Mill Cider, który jest jakby bardziej jabłkowy i nawet nie najgorzej zrobiony, ale siarkę również czuć. Ja rozumiem, że czas goni i tak jest bezpieczniej, ale za te pieniądze oczekiwałbym czegoś bardziej naturalnego. Koszt butelki 400ml green milla to 5zł a litrowej cydru lubelskiego to 12zł.
Reasumując Cydru lubelskiego nie warto kupować a Green milla czasami jak ustrzelicie w promocji. Ja dla przykładu kupiłem w wrocławskim Feniksie pod koniec daty ważności za 2zł.
Tak jeszcze poza tematem to te nasze cydry sklepowe nie są zbyt wysokich lotów i już zdarzało mi się pić lepsze robione chałupniczo z soków kartonowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

